Czym różniło się życie w dawnych wiekach od naszego? Kary i tortury.

Czym różniło się życie w dawnych wiekach od naszego? Kary i tortury.

„Kara dobrze wymierzona
Wielkie nieraz wady leczy,
Ale kara przesadzona
Jątrzy tylko i kaleczy”  1.

Pedro Calderón de la Barca

 

Moda na filmy z policjantami i złoczyńcami trwa i chyba nigdy nie przeminie. To, czym współcześni stróże prawa dysponują, to suma osiągnięć kryminologii: nauki o tym jak wykrywać i zapobiegać przestępstwom oraz udowadniać związki między triadą ‘dowód-osoba-zdarzenie’.

Jej początki to wiek XIX, zwłaszcza jego ostatnia dekada. Ale i wtedy, obok metod używanych do dziś (jak medycyna sądowa i daktyloskopia, czyli porównywanie odcisków palców), formułowano teorie, które mimo że nie przetrwały próby czasu, jako niewiarygodne i nieużyteczne to mają ogromy wpływ na współczesność. Przykład: włoski lekarz Cesare Lombroso w II poł. XIX w. sformułował tzw. teorię ‘przestępcy z urodzenia’. W więzieniach, obserwował dłonie, postawy i twarze osadzonych. O ile takie dane jak waga, wiek i wzrost są ciekawe dla celów statystycznych, Lombroso popełnił ten sam błąd, co każdy naukowiec dopasowujący swoje wnioski do z góry założonej tezy: brzydcy to ci źli, a ładni to ci dobrzy. Była to bzdura wyrastająca z poglądów znanych od wieków, np. że osobowość zależy od kształtu czaszki lub od nierównowagi czterech żywiołów w organizmie.

Mimo to Lombroso przeszedł do historii jako ikona tzw. kryminologii pozytywistycznej. Na pytanie ‘czemu jedni popełniają przestępstwa, a inni nie?’, odpowiadał: większość ludzi skłonna jest do czynienia dobra, a przestępca w jakiś sposób odbiega od tej zasady. Wniosek: by zlikwidować przestępczość trzeba zlikwidować te odmienności. O ile z pozytywną wizją ogółu ludzi można się spierać, to dziś dobrze wiemy, że lepiej zapobiegać, niż leczyć – stąd nacisk na prewencję (czyli zapobieganie przestępstwom).

W Polsce, po 1918, mimo strasznych zniszczeń wojennych, aż do 1921 walczono o granice. Z ‘Przedwiośnia’ Żeromskiego znamy niezgodność ideałów i nadziei wiązanych z wywalczoną wolnością, a obiektywnymi trudnościami życia w biednym kraju. II Rzeczpospolita, mimo niewątpliwych osiągnięć, była państwem z kilkoma milionami ludzi zbędnych, dla których jedyną opcją na lepsze życie była emigracja.

A więc: ogromnym wyzwaniem była bieda, a z nią wykluczenie społeczne obywateli. Rodziło to konkretne niebezpieczeństwa. W polityce: biedota była podatna na oddziaływanie radykałów i terrorystów (obojętnie czy antysemitów i szowinistów, czy komunistów). W sferze społecznej: duża, nieporównywalna z dzisiejszą, przestępczość. Ogromnym utrapieniem była prostytucja (a z nią podziemie aborcyjne), ale i napady na kościoły w celu rabunku choćby pieniędzy dawanych na tacę.

W takich warunkach działała nowoutworzona Policja Państwowa, zwłaszcza jej służba śledcza do zwalczania przestępczości kryminalnej. Ewidencja przestępców (także fotograficzna) i wywiad policyjny to tylko dwie z wielu nowych technik. Używano specjalistycznych publikacji, jak ‘Słownik mowy złodziejskiej’ (Lwów 1896)2 czy ‘Żargon mowy przestępców’ (Warszawa 1922)3 – w tej drugiej jest nawet rozdział ‘Listy złodziei wraz z tłumaczeniem’. Filozofią Policji było ‘być o krok przed przestępcą’. Stąd, zaczęto badać kontekst społeczny przestępstw, pochodzenie i życiorysy sprawców, pilnie studiując motywy ich postępowania.

Nowoczesna kryminologia, posiłkująca się osiągnięciami psychiatrii, psychologii, socjologii i kryminalistyki (czyli technik śledczych, jak balistyka czy portret pamięciowy), to kwestia ostatnich 100–150 lat. Bez wątpienia w tym okresie wzrosła wykrywalność, a kary złagodzono, ale mimo to policja wciąż uciekała do stosowania przemocy podczas przesłuchań.

‘A! To jeden z tych, co ołówek wsuwa między palce skazańców, a potem te palce ściska maszynką specjalną. Jeden z tych, co drąg żelazny przesuwa między ręce i nogi splecione, tworząc z człowieka kółko…’.

Stefan Żeromski, ‘Przedwiośnie’

A jak radzono sobie z przestępczością w dawnych wiekach? Przykład: statut małopolski (jedna z prób kodyfikacji prawa przez Kazimierza Wielkiego z poł. XIV w.). Wymieniono w nim przestępców, których można bezkarnie zabić, w tym złodzieja polnego, czyli osobę przyłapaną w nocy na kradzieży zboża). Także zabicie mordercy było dozwolone, jeśli była to zemsta, przy egzekwowaniu której nie wykroczono poza tolerowane ramy. Od starożytności po monarchię wczesnopiastowską prawa były proste, łatwo przyswajalne przez ogół. Nieskomplikowane, więc niewymagające licznego i wykształconego aparatu państwowego. Przykład: prawo talionu, czyli zasada ‘oko za oko, ząb za ząb’. Innymi słowy: adekwatność i proporcjonalność, a nie ‘zabiłem gościa, bo złamał mi nos’.

Jeśli już dochodziło do rozprawy sądowej: można było dopuścić dowód z sądów Bożych, zwanych ordaliami, czyli próbami. Mogły być jednostronne, jak próba żelaza (trzymanie w dłoni rozżarzonego do białości kawałka żelaza przez określony czas). Mogły też być dwustronne, jak pojedynek. Częstość i zróżnicowanie ordaliów wynikało z powszechnej zgody, że Bóg nie dopuści do krzywdy niewinnego. Istotnym środkiem dowodowym była także przysięga ‘jeśli to, co tu zeznałem nie byłoby prawdą, niech mnie nagły gniew Boży dopadnie!’. To wszystko były dość nikłe środki zaradcze na brak nowoczesnych technik śledczych.

Dziś zakładamy równość wszystkich wobec prawa. A w dawnych wiekach, od starożytności aż po wiek XIX, odwrotnie: naczelną zasadą prawa była nierówność. Społeczeństwo stanowe dzieliło się na grupy uprzywilejowane (jak duchowni czy rycerze) i przywilejów pozbawione (jak chłopi). Podstawą uprzywilejowania były immunitety, w tym sądowy, np. duchownego mogli sądzić tylko inni duchowni. Wyjątki od tego też były przywilejem, np. miasto mające wikariat karny mogło ścigać kryminalistów wszystkich stanów. A jeśli jeszcze miały prawo miecza: mogły sądzić sprawy zagrożone karą śmierci i dokonywać egzekucji.

O ile w miastach jako tako utrzymywano porządek, były strony słabo lub wcale niekontrolowane przez jakąkolwiek władzę, np. drogi, po których kursowali kupcy, zwłaszcza ci z najcenniejszymi towarami. Lekiem na rabusiów działających na zasadzie ‘uderz i uciekaj w las’ były najsurowsze kary (w tym tortury) i umieszczanie zwłok skazańców w eksponowanych miejscach na tak długo, aż trupy się rozpadły. A skoro o torturach mowa: mogły służyć do tzw. wydobywania zeznań lub jako forma kary (w przypadku niektórych osób stosowano obie te funkcje).

Chyba najsłynniejszą publiczną egzekucją w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej było stracenie Michała Piekarskiego 27 listopada 1620 w Warszawie. Niecałe dwa tygodnie wcześniej, dokonał nieudanego zamachu na życie Zygmunta III Wazy. Piekarski usiłował zabić nie tylko człowieka, ale i króla, który był symbolem jedności Rzeczypospolitej i zwornikiem jej systemu politycznego.

Jeszcze w drodze na szafot, gdy Piekarski znajdował się na specjalnym wozie, kat szarpał jego ciało rozżarzonymi szczypcami. Na szafocie zaś, odcięto mu i spalono rękę, którą podniósł na króla. Wreszcie, nieprzytomnego bądź już nieżywego, próbowano bez powodzenia rozerwać końmi (choć udało się urwać jego prawą nogę). Ciało Piekarskiego, w tym oderwane zawczasu fragmenty, spalono. W sentencji wyroku ostatnią czynnością miało być wystrzelenie prochów zamachowca z armaty, ale nie wiadomo czy do niego doszło.

„Chcę znaleźć cięcie takie proste
Ścinając głowy dzień po dniu
Żeby skazaniec się nie spostrzegł
Że głowę ścięto mu!”.

Jacek Kaczmarski, ‘Ballada o ściętej głowie’

Jedną z najczarniejszych legend średniowiecza jest inkwizycja. Zwalczała heretyków, ale i oskarżonych o czary, pogaństwo lub satanizm. Wedle dzisiejszych standardów prześladowanie ludzi za poglądy religijne to głupota, ale inkwizycja wprowadziła kilka rozwiązań stosowanych po dziś dzień. Przede wszystkim proces musiał być protokołowany. Była to ogromna zmiana bo z zapisu przebiegu rozpraw poznajemy masę informacji, do których inaczej w ogóle nie mielibyśmy dostępu. Co więcej: nie każdego oskarżonego inkwizycja skazywała na śmierć, a bycie inkwizytorem oznaczało przynależność do najwyższego kręgu ówczesnej elity intelektualnej. Pamiętajmy, że przyznanie pierwszeństwa wykształceniu (nie tylko w obsadzie funkcji inkwizytorskich) było istotnym wyłomem w świecie opartym na urodzeniu. Poza tym strony procesu konfrontowano. Wyobraźmy sobie, że do przesłuchania nie doszło, nie rozważano też dowodów, tylko posłużono się próbą wody (powszechne było wówczas przekonanie, że woda zwraca to, co nieczyste: jeśli osoba tonęła w wodzie, zamiast unosić się na powierzchni, to była niewinna). A zatem: proces przed inkwizycją nie był taki zły.

W dawnych wiekach kary miały być dotkliwe, ale i hańbiące. Tu nasi przodkowie wykazywali się pomysłowością i nie mamy na myśli kar mutylacyjnych (obcięcie ucha, piętnowanie gorącym żelazem, przekłucie lub ucięcie ręki). Przykład: Kynoforia, czyli przeniesienie na plecach żywego psa na określoną a niemałą odległość (wielkość psa była proporcjonalna do winy skazanego). Była też maska wstydu, którą zakładano skazanym za zakłócanie pokoju społecznego, zwłaszcza notorycznym kłamcom i plotkarzom. Jej forma zależała od przestępstwa. Np. maska kłamcy uniemożliwiała mówienie, a plotkarza miała długi język. Wszystkie takie maski były ciężkie, źle się w nich oddychało, a w niektórych nie dawało się ani jeść, ani pić. Delikwent miał ją na sobie chodząc swobodnie albo będąc zakutym w dyby. Czasem obwożono go w klatce na wozie. Dla karanego była hańbiąca i ośmieszająca. Dla otoczenia: komiczna.

Oto sens kary w świecie przednowoczesnym: wobec niskiej wykrywalności i braku policji kara ma przede wszystkim odstraszać, więc była okrutna, i wykonywana publicznie (czasem nawet widowiskowo, jako forma rozrywki dla tłumu). To nie przypadek, że wzrost poziomu życia i wykrywalności przestępstw szedł w parze ze zmniejszoną surowością kar. Ale ta pozytywna zmiana, idąca wraz z rozwojem techniki, niesie ze sobą rosnącą kontrolę jednostki. Często narzekamy na jej uciążliwość, ale spoglądając na minione wieki raczej nie chcielibyśmy z niej rezygnować. Władza współczesnego państwa nad ludźmi nawet jeśli bywa męcząca, jest w zasadzie pozytywna. Ale jeśli w tym układzie państwo przestałoby być demokratyczne: wtedy zagrożeni jesteśmy wszyscy, w stopniu nieznanym wcześniej w dziejach.

Sugerowane lektury

+ Innes Brian, ‘Historia tortur’, przekł. Zenon Miernicki, Bellona, Warszawa 2000;

+ Kerrigan Michael, ‘Dzieje tortur: od starożytności do dziś’, przekł. Maja Kittel, Bellona, Warszawa 2013;

+ Kerrigan Michael, ‘Narzędzia tortur’, przekł. Maja Kittel, Bellona, Warszawa 2010;

+ Lyons Lewis, ‘Historia kar cielesnych’, przekł. Maja Kittel, Bellona, Warszawa 2010;

+ Mogilnicki Aleksander, ‘Kary dodatkowe: kary cielesne, kary hańbiące, pozbawienie czci i praw’, Gebethner i Wolff, Kraków-Warszawa 1907;

+ Warylewski Jarosław, ‘Kara: podstawy filozoficzne i historyczne’, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2007;

+ Wrzesiński Szymon, ‘Kat w dawnej Polsce, na Śląsku i Pomorzu’, Replika, Zakrzewo 2010;

+ Wrzesiński Szymon, ‘Krwawa profesja. Rzecz o katach i ich ofiarach’, Libron, Kraków 2006;

+ Zaremska Hanna, ‘Niegodne rzemiosło: kat w społeczeństwie Polski XIV–XVI w.’, PWN, Warszawa 1986.

1 Calderón de la Barca Pedro, ‘Kochankowie nieba’, przekł. Karol Baliński, wyd. tłumacz, Poznań 1858, s. 80 (=Wybór dzieł Kalderona 1).

2 Kurka Antoni, ‘Słownik mowy złodziejskiej’, nakł. aut., Lwów 1896.

3 Ludwikowski Wiktor, Walczak Henryk, ‘Żargon mowy przestępców. >Blatna muzyka<: ogólny zbiór słów gwary złodziejskiej’, [b. wyd.], Warszawa 1922.